“Kryzys” migracyjny, którego nigdy nie było.

przez | 13 października, 2024

“Kryzys” na granicy z Białorusią to jeden z najbardziej chyba absurdalnych w polskiej rzeczywistości medialnej przypadków, gdzie realnie zrobiono problem z niczego. O ile w przypadku polityków to nie dziwi, bo to paliwo polityczne, z którego można wygodnie korzystać, to jednak dziwi brak sceptycyzmu analityków, publicystów czy dziennikarzy. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze. Nie mam zamiaru wchodzić tutaj w humanitarne dywagacje. One są ważne, jeśli nie kluczowe, ale mnie interesuje pokazanie jaki realnie to jest problem. Moralne oceny zostawmy bardziej empatycznym ekspertom, co dużo mocniej się przejmują adopcją ukraińskich sierot przez Rosję niż masowym zabijaniem dzieci przez Izrael w Gazie.

W 2021r. media wraz z politykami zaczęły bić na alarm. Otóż krwawy dyktator Łukaszenka w ramach “wojny hybrydowej” zaczął nam wysyłać masowo migrantów z Bliskiego Wschodu. Histerii nie ma końca, bo trzy lata później jesteśmy praktycznie w tym samym miejscu. W międzyczasie wkroczyło wojsko i heroicznie walczy z migrantami uzbrojonymi w kamienie i konary drzew. No ale dobra, ilu tych migrantów w końcu tam było/jest?

Wedle Straży Granicznej w szczycie “kryzysu”, czyli w 2021r. było 40tys. prób przekroczeń. Nie “przekroczeń”, nie “migrantów” a “prób”. Jaki z tego wynika wniosek? A otóż taki, że jeden migrant, może i zapewne dokonuje kilku prób dziennie. Tak więc grupa 20 migrantów, jeśli 5 razy w ciągu dnia spróbuje sforsować granicę, to SG zaraportuje 100 prób, mimo że migrantów było 20. Teoretycznie to jest poprawne, tylko że problem jest taki, że Polacy nie potrafią czytać ze zrozumieniem i interpretują to nie jako liczbę prób a liczbę migrantów. Czyli realnie tych migrantów było z pewnością znacznie mniej niż 40tys. Równie dobrze mogło być 1000 migrantów robiących 40 prób. No ale załóżmy, że to było na zasadzie 1 próba = 1 migrant. Czy 40 tys. migrantów rocznie to dużo? No, nie jest to liczba zupełnie nieistotna, ale z drugiej strony w dwa dni wpuszczamy więcej Ukraińców do Polski. Zaraz ktoś powie hola, hola to są nieporównywalne sytuacje! Tam przecież jest wojna. Tak, jest wojna, głównie na wschodzie kraju. Centrum a szczególnie zachód kraju jest generalnie bezpieczne. Łatwiej tam zginąć w wypadku samochodowym niż w wyniku wojny. Dostrzegać to zaczęły również inne zachodnie kraje. Norwegia zdecydowała wstrzymać się z przyznawaniem azylu Ukraińcom z zachodnich obwodów, argumentując, że są one bezpieczne.

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Norwegia-ogranicza-ochrone-dla-uchodzcow-z-Ukrainy-8819997.html

Hmm, to są więc migranci czy uchodźcy? Do tego zgodnie z prawicową wykładnią uchodźca ucieka przed wojną tylko do najbliższego kraju, jeśli jedzie dalej to migrant. Oczywiście ta maksyma nie dotyczy Ukraińców, których jest mnóstwo na Zachodzie a w Niemczech więcej niż w Polsce. Migranci czy uchodźcy? Zostawmy te pytania dla prawicy. Tak czy siak dziennie wpuszczamy 20-30tys. Ukraińców i świat nam się nie wali, ale 40tys. prób przekroczeń na granicy białoruskiej przez cały rok to olbrzymie “zagrożenie” dla kraju.

No ale to było w “szczycie”. Teraz dalej mamy histerię, choć grzaną przez uśmiechnięty obóz polityczny i liczby, które i tak były żenująco niskie, obecnie są jeszcze niższe. Generalnie to maksymalnie 100 prób dziennie z okazjonalnymi wzrostami do 300-400 (rzadko). Straż Graniczna często raportuje te dzienne statystyki. Jak je interpretować? Mamy załóżmy jednego dnia 100 prób przekroczeń. Następnego 120 a jeszcze kolejnego 110. Czy przez 3 dni nawiedziło Polskę 300 migrantów a może bardziej prawdopodobne jest, że dużo mniej? Załóżmy, że granica jest szczelna i migranci raczej się nie zniechęcają po jednym dniu i nie wracają do siebie (co zresztą jest wątpliwe, że wracają w ogóle). Jeśli pierwszego dnia mamy 100 prób to zapewne 50 migrantów dwa razy próbowało sforsować granicę w ciągu dnia. I co się dzieje następnego dnia? Ci z poprzedniego dnia zniknęli? Nie, oni dalej tam są i próbują dalej. I SG raportuje 120. Następnego dnia znów próbują i w raporcie jest 110. Oczywiście zakładam dość konserwatywne założenie, że w ciągu całego dnia próbują wyłącznie dwa razy. Patrząc na statystyki SG można mieć wrażenie, że 300 migrantów atakuje Polskę. Gdy realnie to bliżej 50. Ich metodologia zresztą pozwala na inne sztuczki, żeby zwiększyć te liczby.

https://konkret24.tvn24.pl/polska/ile-bylo-prob-nielegalnego-przekroczenia-granicy-polsko-bialoruskiej-dane-dzien-po-dniu-ra1076573-ls5790794

Gdybyśmy mieli codziennie 100 nowych migrantów, to te statystyki by każdego dnia rosły. (pierwszego dnia 100 prób, drugiego 200, trzeciego 300 itd.). To że liczby są generalnie stabilne wskazuje na fakt, że z grubsza tych migrantów dużo nie przybywa. Część się przedostanie przez granicę, część wróci i dojdzie paru nowych. W zasadzie sytuacja była stabilna praktycznie od początku. Nawet “rekordowe” 200-300 prób przekroczeń dziennie w 2021r. w kilku dniach to żenująco niskie liczby. Szczególnie na tle wspomnianych Ukraińców, których wpuszczamy dziennie dziesiątki tysięcy bez większych problemów.

Czy jest to więc realny kryzys czy wykreowana przez polityków i media histeria? Każdy rozumny człowiek co potrafi czytać liczby stwierdzi to ostatnie. Oczywiście nie jest tak, że trzeba problem zupełnie zignorować (choć gdyby nie zrobiono zupełnie nic, to nikt by pewnie nic nie zauważył, liczby są tak małe). Politycy zrobili sztucznie histerię z niczego, strasząc ludzi, po czym heroicznie ich bronią przed tym wydumanym zagrożeniem. Do tego granica jest oczywiście dziurawa, co można stwierdzić po statystykach niemieckich. Niemniej liczby te również nie są oszałamiające. Czemu więc Niemcy czepiają się Polaków o tak śmieszne liczby, skoro sami wpuścili miliony migrantów? A bo klimat polityczny jest jaki jest a można łatwo się wykazać, że walczy się z migracją. Mimo że mowa o jakichś zupełnie nieistotnych liczbach.

Jeszcze jedna rzecz. Rzekomo ta garstka migrantów na białoruskiej granicy to “wojna hybrydowa”. A jak Putin zacznie bombardować nalotami dywanowymi ukraińskie miasta i powie – robię to wyłącznie w celu, żeby zalać Zachód migrantami z Ukrainy to co wtedy? Też postawimy mur, żeby się “bronić” przed wojną hybrydową? Czym się w zasadzie różni zalew uchodźców/migrantów z Ukrainy a tymi z Bliskiego Wschodu, skoro i to, i to spełnia tak naprawdę definicję “wojny hybrydowej”, bo oba zostały wywołane przez Rosję i Białoruś? Z tą różnicą, że kilka milionów Ukraińców to już realny problem i olbrzymia masa ludzka, z którą trzeba sobie poradzić a nie kilkaset, kilka tysięcy migrantów z Białorusi, przed którymi tak heroicznie jesteśmy bronieni.

Tak czy siak finalnie to jest jakiś fenomen, że tak niewielki w gruncie rzeczy problem został rozdmuchany do niebotycznych rozmiarów. Do działań typowo policyjnych zostało zaangażowane wojsko, co tylko dodaje karykaturalności całej sprawie. Wojsko więc heroicznie walczy z migrantami “uzbrojonymi” w kamienie i konary zamiast robić to co do niego należy. Oczywiście Polacy a szczególnie eksperci i dziennikarze są zachwyceni. Wszak jesteśmy “bezpieczni” a granica jest “broniona”. Szkoda tylko, że gdyby nie była to i tak by nikt nie zauważył różnicy. Strach pomyśleć co się stanie jak Łukaszenka, naśladując Koreę Północną, postanowi zaatakować Polskę balonami z fekaliami. Myślę, że F-16 będzie odpowiednią odpowiedzią na to egzystencjonalne zagrożenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *