Często spotykam się z poglądem, że Polska potrzebuje aktywnej polityki historycznej. Wszak nie brakuje sytuacji, gdy Polaków oczerniają za granicą! Najgorszym grzechem i to śmiertelnym, jest oskarżenie o współudział w Holokauście. Trzeba więc odpowiedzieć na te kalumnie całą mocą jaką kraj o PKB połowy Hiszpanii posiada! Niech świat się dowie jak było naprawdę!
W praktyce mamy do czynienia z maksymalnie kilkoma przykładami takich sformułowań użytych na Zachodzie rocznie, usilnie nagłaśnianych przez polskie media. Zwykle też są to skróty myślowe a nie celowe przypisywanie Polakom nazistowskich obozów Zagłady. Nie ma to jednak znaczenia – honor Polaka został zdeptany. Nikomu w ogóle nie przyjdzie do głowy, że te kilka nagłośnionych u nas lokalnie wypowiedzi nie ma absolutnie żadnego realnego wpływu na opinię publiczną. Rocznie przecież są tysiące jak nie setki tysięcy artykułów czy wywiadów poświęconych tematyce Holokaustu, gdzie wszystko jest przedstawione jak należy. O tym jednak media przecież nie będą pisać. Mało tego – skąd ludzie czerpią wiedzę o II Wojnie Światowej i Holokauście? Głównie ze szkoły a dopóki w podstawach programowych naziści to są Niemcy to nie ma czego się obawiać. Kilka błędnych sformułowań rocznie nic tutaj nie zmieni. Gdyby nawet pojawiały się codziennie to też ze statystycznego punktu widzenia nie miałyby żadnego znaczenia. Warto też wspomnieć o typowo prawicowym debiliźmie, mianowicie problemem ze słowem “naziści”. W ich uniwersum jest to rzekoma próba wybielenia Niemców, mimo że słowo to nie oznacza narodowości a przynależność polityczną, tak jak bolszewicy. Słowo to było normalnie używane na całym świecie, w tym przez przywódców aliantów jak Roosevelta czy Churchilla, jak również w Polsce przez cały PRL wymiennie z “hitlerowcami”. Mnóstwo pomników dotyczących niemieckich zbrodni ma je na tablicach. Problem pojawił się wraz z rozpowszechnieniem internetu i nagle zrobił się z tego “problem”. Wszak rzekomo, pomimo że każde dziecko w Europie w szkole podstawowej jest nauczane o tym, kim byli naziści, to Polacy myślą, że jest to jakaś tajemnica i próba narzucenia wybielającej Niemców narracji.
No ale właśnie – a co by się stało, gdyby w skrajnym wypadku rzeczywiście wmówiono ludziom na całym świecie, że to jednak Polacy a nie Niemcy? Pewnie to samo gdyby wmówiono, że to Polacy a nie Amerykanie wymordowali wszystkich Indian, czyli w zasadzie nic. Tego typu sytuacja mogłaby mieć znaczenie kilka dekad temu, ale już nie teraz. Jesteśmy prawie 100 lat od tych wydarzeń i odchodzą ostatnie pokolenia, które je pamiętają. Niedługo będzie to ludzi tak samo kręcić jak potop szwedzki. Gra nie warta świeczki. Lepiej skupić się na innych, realnych problemach, które czekają na Polskę.
Co jednak, jeśli i tak chcemy przeciwstawić się wrogiej propagandzie? Czyż nie powinniśmy prowadzić własnej polityki historycznej? Przede wszystkim głównym celem tej polityki nie jest kształtowanie tej polityki na świecie a wyłącznie wewnątrz danego kraju. Chodzi o połechtanie dumy jego mieszkańców i nic więcej. Nawet Rosja z jej polityką historyczną kieruje przekaz głównie do wewnątrz a nie zewnątrz, gdzie jest od razu odrzucana jako propaganda. A co z Izraelem? Izrael dzięki Holokaustowi zdobył bardzo wygodny młot na wszelką krytykę jego poczynań. Tylko, że jak on to osiągnął? Poprzez kręcenie izraelskich filmów o Holokauście? Otóż tutaj zadziałały dwie kwestie – szok po odkryciu zbrodni nazistów po ’45 oraz silna diaspora żydowska na całym świecie a szczególnie w Stanach Zjednoczonych. To właśnie kultura anglosaska kształtuje światową opinię publiczną a nie Izrael czy Rosja. Zresztą to już są ostatnie podrygi tego historycznego paliwa. Wojna w Gazie definitywnie kończy ze szczególnym statusem Izraela na świecie. Nie da się tłumaczyć zbrodni wojennych teraz zbrodniami sprzed stu lat. Stąd zapewne oni sami w swojej propagandzie stosują prymitywne i histeryczne odwołania do Holokaustu wiedząc, że niedługo to już nikogo nie będzie obchodzić. Nie ma więc sensu się ograniczać.
Czas Polski, żeby to wykorzystać niestety minął. Wszak Słowian wymordowano dużo więcej niż Żydów, choć w mniej przemysłowy sposób. Rzecz w tym, że pierwsze pół wieku po II Wojnie Światowej to był okres Zimnej Wojny. Stąd skupiono się bardziej na martyrologii żydowskiej a słowiańska, z racji należenia do wrogiego bloku geopolitycznego nie miała większego wpływu na anglosaską kulturę. Wpływ Polonii Amerykańskiej na nią zostawię bez komentarza. Tak więc sporo czasu zostało bezpowrotnie zmarnowane. A co po ’89r. działo się w tym temacie? Działy się ciekawe rzeczy. Otóż Polacy zamiast skupić się na ludobójstwie własnych rodaków i innych Słowian uznali, że lepiej mówić o tym… ilu Żydów uratowali! Pomijając fakt, że wpisuje się to głównie w martyrologię Żydów, to jeszcze na dodatek jest to śliski grunt, bo na każdego uratowanego Żyda można szybko znaleźć pogrom, w którym Polacy brali udział. Nawet w “popisowym” symbolu polskiego ratowania Żydów, czyli przypadku rodziny Ulmów, do ich wydania przyczynili się polscy granatowi policjanci. Tak więc najmądrzej byłoby w ogóle ten temat ratowania Żydów trzymać gdzieś w tle a skupić na mordowaniu Polaków, bo tutaj wszystko jest czarno-białe. Wybraliśmy niestety inną drogę.
Na refleksję jest już jednak za późno. Czas na to minął, ostatnie pokolenia odchodzą, lepiej sobie to odpuścić. Ale zaraz, zaraz są przecież inne kraje prowadzące politykę historyczną – często słyszę. Jakie pytam? USA! Niemcy! – słyszę odpowiedź. Od kiedy Hollywood jest zależne od amerykańskiego rządu? Czy gdyby tak było to by powstały krytyczne filmy o wojnie w Wietnamie czy o niewolnictwie? Przecież to pedagogika wstydu! I to na cały świat. To może Niemcy? A ile przeciętnych niemieckich filmów zna Polak czy Amerykanin? Będzie chociaż z 5? A i to są głównie międzynarodowe produkcje. I jak te kilka filmów na dekadę ma kształtować poglądy na całym świecie, gdzie rocznie ludzie oglądają dziesiątki, jak nie setki filmów i seriali? Szczególnie, że w tych filmach nie występują kosmici przebrani za nazistów? Niestety, gdy przychodzi do konkretów to okazuje się, że ta polityka historyczna jest dość mętna i zahacza o teorie spiskowe. Nie ma jednego centrum dowodzenia, są “grupy wpływów”. Dyskusja rodem od mędrców Syjonu.
I teraz Polska. Jak niby kraj słowiański o PKB połowy Hiszpanii może narzucić światu swoją wizję świata? Kino europejskie oglądają głównie koneserzy. Polskie na świecie jest oglądane pewnie z równym zainteresowaniem co czeskie albo węgierskie. To może wielka superprodukcja z Hollywood? No i co wtedy? Ludzie obejrzą to, przy dobrych wiatrach, jako jeden z setek filmów. I jaki ma być przekaz takiego filmu? Najpewniej, że Polacy byli mordowani w czasie IIWŚ przez Niemców. Super… i co z tego dla Polski wynika? No właśnie nic. To równie śmieszne jak te tiry jeżdżące po Zachodzie z “German death camps”. Zupełnie niezrozumiałe, bo o tym wie każdy kto tam skończył podstawową edukację. Tylko Polacy myślą, że nikt nie wie, bo raz na rok ktoś napisze na Zachodzie o “polskich obozach”. A nawet gdyby nie wiedzieli – to co z tego wynika dla Polski i Polaków? Okrągłe zero. Jeszcze bym rozumiał, gdyby celem tej polityki miał być jakiś konkretny postulat do zrealizowania. Tylko że tutaj chodzi o świadectwo. CNN albo BBC też raczej nie uda nam się kupić ani stworzyć medium o takim wpływie i zasięgu.
Warto też zauważyć, że większość krajów jednak nie prowadzi polityki historycznej na zewnątrz, tylko, jeżeli już to do wewnątrz. I zwykle to są autokratyczne satrapie, gdzie wizja określonej historii jest ważna dla utrzymania władzy. W liberalnych demokracjach, gdzie obowiązuje pluralizm z pewnością występują tendencje, żeby wspierać inicjatywy mające podkreślać walory danego kraju, szczególnie pod kątem turystycznym. Nie są to jednak konkretne działania mające na celu sprzedaż określonej wizji świata zagranicznemu odbiorcy. Polskie urojenia w tej kategorii więc się nie mieszczą. Chodzi o iluzję sprawczości a realnie o pokrzepienie serc samych Polaków. I nic więcej.