Whataboutyzm, czyli studium głupoty

przez | 20 stycznia, 2025

Ten wpis prędzej czy później pojawić się musiał. Zbyt często spotykałem się z tym idiotycznym “argumentem” w różnych dyskusjach, żeby tego kiedyś nie poruszyć.

Zainspirował mnie ten otóż tekst z Onetu, który niestety przeczytałem. Pozornie wygląda na typową zapowiedź kolapsu gospodarki Rosji, ale ambicje autora ewidentnie wykraczają poza ekonomię, z której się specjalizuje. Odważnie wkracza w świat geopolityki i również, a jakże, etyki.

https://www.onet.pl/informacje/okopress/taka-piekna-katastrofa-rosji-stan-przed-negocjacjami-z-trumpem/24g9sny,30bc1058

Autor w pewnym momencie kpi z “rozumiejących Rosję”, w sensie, że no przecież jak można przyjmować rosyjski punkt widzenia w ocenie geopolitycznych wydarzeń. My Polacy znamy Rosję jak mało kto i wiemy, że za wszystkim stoi wyłącznie rosyjska, krwiożercza natura. Niestety wiedza o Rosji Makarewicza, bo tak też ekspert się nazywa, kończy się tam tam, gdzie większości Polaków, czyli na Katyniu, pakcie Ribbentrop-Mołotow i Nord Streamie. Nie to wszak jest najgorsze, przecież na Onecie to nie jest nic nowego. Otóż autor dziwuje się na argumenty “rozumiejących Rosję” odwołujących się, w kontekście inwazji Rosji na Ukrainę, do agresji na Irak, innych amerykańskich interwencji a także hipotetycznych sytuacji, gdy wrogie Amerykanom państwa rozmieszczają bazy w krajach granicznych. Nie może tego zrozumieć! Tłumaczy, że przecież wszyscy po 20 latach od inwazji na Irak, uważają ten atak za błąd. “Usprawiedliwianie” więc  rosyjskiej agresji na Ukrainę tymi wydarzeniami, jest “moralnym bankructwem” oraz “podobnie jak z faktu, że kiedyś mojej matce ukradziono samochód, nie wynika, że mnie teraz wolno obrabować mieszkanie bogu ducha winnego sąsiada.”

Od czego by tu zacząć? Po pierwsze istnieje coś takiego jak precedens, na tym na przykład jest oparty anglosaski system prawny. Jeśli ktoś popełnił dany postępek to później można się odwoływać do niego i tego jak został rozstrzygnięty prawnie. Makarewicz mówi jednak – ale przecież “wszyscy” tłumnie uznają wojnę w Iraku za błąd! Właśnie – BŁĄD! Czy ktoś ocenia inwazję Rosji na Ukrainę wyłącznie jako błąd? No średnio, potępienia, zresztą słusznego nie ma końca. Gdzie jednak znajdę choć odrobinę tego oburzenia i wobec USA? Można spytać dalej – jakie konsekwencje poniosła Ameryka i architekci tej wojny? Czy G.W. Bush spotkał się chociaż z ostracyzmem towarzyskim czy bojkotem? Mówimy o konsekwencjach prawnych, nałożonych sankcjach, bojkotem na imprezach sportowych itd. Nic takiego nie miało miejsca. Cóż więc z tego, że sama zbrodnia okazała się fatalna dla USA? Jakby się nie okazała błędem, to rozumiem, że w sumie wszystko byłoby w porządku? Być może dla Rosji również taka się okaże. Tak więc ta argumentacja nie ma żadnego sensu. Gdyby rzeczywiście Ameryka choćby w symboliczny sposób została ukarana za swoją awanturę, to porównywanie z Rosją byłoby tym słynnym whataboutyzmem. No ale nie jest. Wszystkie amerykańskie awantury udane bardziej lub mniej nigdy nie zostały oficjalnie przez Zachód potępione ani nawet symbolicznie ukarane. Wszelkie więc odwołania do nich są jak najbardziej uzasadnione.

Zresztą po co sięgać do tak odległych czasów. Wystarczy spojrzeć co Izrael, sojusznik USA robi w Gazie, gdzie wedle UNICEF zginęło 13tys. dzieci, czyli więcej niż wszystkich osób cywilnych wedle danych ONZ na Ukrainie. Do tego premier Izraela przemawia w amerykańskim Kongresie, sami Amerykanie dostarczają im broń i rozważają nakładanie sankcji na Trybunał w Hadze, który to za popełnione zbrodnie wydał nakaz aresztowania za Netanyahu. To też whataboutyzm? Dla pana Makarewicza pewnie też w głowie się mieści jak można w ogóle takie analogie stawiać.

Można jednak i trzeba. Podwójne standardy są obecnie standardem i nawet nie ma już pozorów, że chodzi o sprawiedliwość i rules-based order. Mówi się, że Rosja powraca do konceptów z XIX i XX wieku, że prawo silniejszego to archaizm. Nigdy nie było jednak inaczej. Po prostu Europa nie patrzyła i zresztą dalej nie patrzy poza swój kontynent. Nie zmienia to faktu, że strefy wpływów istnieją i każdy dba o swoje wedle własnych upodobań. Może to się nie podobać, ale tak po prostu jest. A jak ktoś chce się oburzać moralnie, to niech chociaż wykaże konsekwencję.

Na koniec dodam tylko dygresję, że jeszcze inny idiotyzm rozbawił mnie w tym artykule. Otóż autor dostrzega “zabawną ironię” w fakcie, że Rosjanie chcieli zrobić Ukrainie Blitzkrieg posługując się “wymówką” o naziźmie Kijowa. Jakby wojna błyskawiczna przez ostatnie 80 lat była domeną wyłącznie nazistów i jakby na Ukrainie faktycznie nie było kultu niemieckich kolaborantów (co muzeum Szuchewycza we Lwowie i prezydent Zełeński klaszczący weteranowi Waffen-SS w kanadyjskim parlamencie uroczyście poświadczają). Wszystko to przecież kremlowska propaganda…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *